- FELIKS! Po co wziąłeś ze sobą to dziecko? - wydarłam się na brata widząc go gadającego z naszą młodszą siostrzyczką, Wielkim Księstwem Poznańskim które wcale takie wielkie nie było.
- No bo... ona tak bardzo chciała! No dobra, to ja idę poszukać Torisa bo miał jakąś sprawę - powiedział po czym totalnie w swoim stylu się zmył.
- Jakbym była dzieckiem, to Niemcy miałby mnie w dupie, a tak nie jest! - odparła zadziornie. Przyjrzałam się jej uważnie.
- Poza. Co ma do tego Niemcy? - zapytałam.
- Jego spytaj. Powiedzmy, że mam z nm... dość ciekawe relacje.
- Nie zamierzam gadać z Ludwigiem - fuknęłam - to TY jesteś moją siostrą i to TY powinnaś mi generalnie powiedzieć o co chodzi? Czyżbyś się zakochała? Lepiej powiedz, bo jak się Feliks dowie, to generalnie będziesz miała totalny problem! - ostrzegłam ją przed naszym nadopiekuńczym bratem.
- Oh, nein! Nie mów mu nic! - krzyknęła przestraszona. Zaśmiałam się.
- Feliks wiedzieć nie musi. Jeśli będziesz ze mną szczera, to słowa mu nie powiem. Mogę ci to przysiąc.
- Eh... - westchnęła siadając na fotelu i bawiąc się swoich odtwarzaczem mp4. - On za same podejrzenia się wścieka.
- Wiem. Totalnie zdaję sobie z tego sprawę. Ostatnio zaczął mnie podejrzewać o romans z Gilbertem - zaśmiałam się. - A przecież ja go nienawidzę!
- Oj weź! Prusy jest słodki! Czasem denerwujący, ale słodki - odparła. Wybuchnęłam niepohamowanym śmiechem.
- Słodki? Ty sama siebie nie słyszysz!
- Dobra niech ci będzie. Ja wiem swoje. A Ludwig będzie? - zapytała. Oj te zakochańce...
- Jest. Robi coś z Venecjano, nie wnikam co.
- Oooo Ludwig! - zawołała moja siostrunia widząc Niemcy. Chłopak momentalnie do niej podszedł i wziął ją w ramiona.
Już miałam odejść i zostawić ich samych, gdy wpadłam na Gilberta. Jeny... on mnie prześladuje.
- Poza i Ludwig? Zagilbista parka - stwierdził szczerząc się.
- No nie wiem... - zawahałam się. - Germanom nie należy ufać. Jesteście podstępni i kłamliwi - odparłam opierając się plecami o ścianę.
- My? - zapyta kładąc ręce na ścianie, tak, że znalazłam się po między nim a twardym marmurem. Serce zabiło mi szybciej, ale odgoniłam od siebie tę myśl. To byłoby dziwne. - A wasza rodzinka nie jest podstępna?
- Nie - warknęłam - my ZAWSZE gramy fair. ZAWSZE - chciałam go od siebie odepchnąć. Co za debil. Raz mi słodzi raz wkurwia.
- Felicjo...- zaczął ale nie skończył. Odsunął się ode mnie.- Nie ważne. Zapomnij.
poniedziałek, 8 lipca 2013
niedziela, 7 lipca 2013
Rozdział 3
Obudziłam się w środku nocy, zalana potem. Czemu te sny były takie realna? Wszystko dokładnie jak tamtego dnia.
Spojrzałam na telefon. SMS od Feliksa
"Jeszcze raz wybacz siostra, że nie mogłem z tobą jechać. Totalnie mi głupio, ale wiesz, szefowie. Na szczęście już skończyłem więc generalnie jeszcze dzisiaj będę w Moskwie. Totalnie!"
Był wysłany o drugiej w nocy, czyli niecałe półgodziny wcześniej. Właśnie Feliks.
Feliks to mój... brat bliźniak. Przez lata historii zawsze było tak, że jak jedno niszczyło, drugie naprawiało.
Ziewnęłam kilka razy i z powrotem zamknęłam oczy. Sen powrócił.
- Nie podoba mi się to - mruknęłam, nerwowo przechadzając się po pokoju.
- Mnie też nie. Coś czuję, że datę 1772 zapamiętamy na długo, nie wiem tylko jeszcze czemu - Feliks schował twarz w dłoniach. Podeszłam do okna.
- Rosja, Prusy i Austria - mruknęłam widząc 'gości' u głównej bramy posiadłości.
- Felicjo, nie poddamy się bez walki - oznajmił mój brat sięgając po broń. Ja również to uczyniłam.
- Bóg. Honor. Ojczyzna. - powiedzieliśmy równocześnie z uśmiechem. W końcu byliśmy Polską, najodważniejszym i najbardziej upartym krajem świata.
Ramię w ramię wyszliśmy z posiadłości którą właściwie można było nazwać pałacem. Szalone bliźnięta drwiące z losu. Nasi wrogowie już na nas czekali, silniejsi niż kiedykolwiek wcześniej.
- Jesteście śmieszni - zaśmiał się Gilbert, widząc naszą dwójkę. - Odłóżcie broń, nie macie szans.
- Nigdy się nie poddamy! - warknęłam.
- Jasne - odparł Ivan ciągnąc mnie za włosy. Feliks zamachnął się na niego swoją bronią.
- Nie w moją siostrę skurwielu - krzyknął, ale i on został złapany.
- Da... i co teraz mamy z wami zrobić? - zaśmiał się Rosja.
- Wasz kraj jest nasz - zabrał głos Austria. Prusy zerwał ze mnie górę munduru.
- Kto by pomyślał! Panna Felicjana to dziewczyna - zaśmiał się, pozbawiając bluzki także mojego brata.
- To jest rozbiór idioci, koniec z wami - powiedział Austria, gdy Prusy i Rosja zajęli się robieniem nam blizn. Blizn które na zawsze miały przypieczętować los Rzeczypospolitej.
Była zima, łzy cisnęły mi się do oczu gdy wygonili mnie i mojego brata z naszego własnego domu.
- Polska nie zginie, póki my żyjemy - krzyknęłam jeszcze - powstaniemy, jak Feniks z popiołów, zapamiętajcie to! Feliks, natychmiastowa konspiracja - mruknęłam do brata. Wtedy nie wiedziałam, że potrwa do 123 lata.
Obudziło mnie pukanie do drzwi.
- Przysięgam, że zastrzelę każdego kto tu wejdzie! - warknęłam chwytając za leżący na szafce pistolet. Natrętny gość nie posłuchał i wszedł. Spojrzałam niechętnie na Gilberta. Zaczynał mnie totalnie irytować.
- Czy ty płaczesz? - zapytał siadając na skraju łóżka.
- To tylko zły sen - wymamrotałam. Wcześniej nawet nie zauważyłam, że płaczę. Nie byłam zdziwiona jego przyjściem. Cały poprzedni dzień spędziłam w pokoju i bardzo wcześnie zasnęłam, w końcu musieli kogoś wysłać.
- Co ci się śniło? - zapytał. Zawahałam się. Po co mu ta informacja? - No? Powiedz.
- Rozbiór - odparłam krótko, patrząc w okno.
- Przepraszam. Austria i Rosja też tego żałują, ale oni się nie przyznają. Duma.
- Przeprosiny przyjmuję - przerwałam mu - ale nie pierdol mi tu o dumie. Jak widzę masz jej więcej od nich. Na tym polega honor, nie na niezauważaniu błędów. Zresztą... nie jestem już zła za te rozbiory. Koniec końców okazaliście się bandą tchórzy.
- Masz racje - westchnął. - Podziwiam cię. Ciebie, Felika, wszystkich Polaków. Najsilniejszy naród w Europie, który tyle razy próbowano wytępić - zaczęłam zastanawiać się, do czego zmierza. Nigdy wcześniej nie powiedział słowa dobrego na temat mojego państwa. - Ah. Feliks przyjechał. Nie płacz już, bo znowu mi przyjebie a z wami lepiej nie zadzierać - zaśmiał się idąc w stronę wyjścia.
- Generalnie jesteś totalnie popierdolony Prusy - westchnęłam.
Spojrzałam na telefon. SMS od Feliksa
"Jeszcze raz wybacz siostra, że nie mogłem z tobą jechać. Totalnie mi głupio, ale wiesz, szefowie. Na szczęście już skończyłem więc generalnie jeszcze dzisiaj będę w Moskwie. Totalnie!"
Był wysłany o drugiej w nocy, czyli niecałe półgodziny wcześniej. Właśnie Feliks.
Feliks to mój... brat bliźniak. Przez lata historii zawsze było tak, że jak jedno niszczyło, drugie naprawiało.
Ziewnęłam kilka razy i z powrotem zamknęłam oczy. Sen powrócił.
- Nie podoba mi się to - mruknęłam, nerwowo przechadzając się po pokoju.
- Mnie też nie. Coś czuję, że datę 1772 zapamiętamy na długo, nie wiem tylko jeszcze czemu - Feliks schował twarz w dłoniach. Podeszłam do okna.
- Rosja, Prusy i Austria - mruknęłam widząc 'gości' u głównej bramy posiadłości.
- Felicjo, nie poddamy się bez walki - oznajmił mój brat sięgając po broń. Ja również to uczyniłam.
- Bóg. Honor. Ojczyzna. - powiedzieliśmy równocześnie z uśmiechem. W końcu byliśmy Polską, najodważniejszym i najbardziej upartym krajem świata.
Ramię w ramię wyszliśmy z posiadłości którą właściwie można było nazwać pałacem. Szalone bliźnięta drwiące z losu. Nasi wrogowie już na nas czekali, silniejsi niż kiedykolwiek wcześniej.
- Jesteście śmieszni - zaśmiał się Gilbert, widząc naszą dwójkę. - Odłóżcie broń, nie macie szans.
- Nigdy się nie poddamy! - warknęłam.
- Jasne - odparł Ivan ciągnąc mnie za włosy. Feliks zamachnął się na niego swoją bronią.
- Nie w moją siostrę skurwielu - krzyknął, ale i on został złapany.
- Da... i co teraz mamy z wami zrobić? - zaśmiał się Rosja.
- Wasz kraj jest nasz - zabrał głos Austria. Prusy zerwał ze mnie górę munduru.
- Kto by pomyślał! Panna Felicjana to dziewczyna - zaśmiał się, pozbawiając bluzki także mojego brata.
- To jest rozbiór idioci, koniec z wami - powiedział Austria, gdy Prusy i Rosja zajęli się robieniem nam blizn. Blizn które na zawsze miały przypieczętować los Rzeczypospolitej.
Była zima, łzy cisnęły mi się do oczu gdy wygonili mnie i mojego brata z naszego własnego domu.
- Polska nie zginie, póki my żyjemy - krzyknęłam jeszcze - powstaniemy, jak Feniks z popiołów, zapamiętajcie to! Feliks, natychmiastowa konspiracja - mruknęłam do brata. Wtedy nie wiedziałam, że potrwa do 123 lata.
Obudziło mnie pukanie do drzwi.
- Przysięgam, że zastrzelę każdego kto tu wejdzie! - warknęłam chwytając za leżący na szafce pistolet. Natrętny gość nie posłuchał i wszedł. Spojrzałam niechętnie na Gilberta. Zaczynał mnie totalnie irytować.
- Czy ty płaczesz? - zapytał siadając na skraju łóżka.
- To tylko zły sen - wymamrotałam. Wcześniej nawet nie zauważyłam, że płaczę. Nie byłam zdziwiona jego przyjściem. Cały poprzedni dzień spędziłam w pokoju i bardzo wcześnie zasnęłam, w końcu musieli kogoś wysłać.
- Co ci się śniło? - zapytał. Zawahałam się. Po co mu ta informacja? - No? Powiedz.
- Rozbiór - odparłam krótko, patrząc w okno.
- Przepraszam. Austria i Rosja też tego żałują, ale oni się nie przyznają. Duma.
- Przeprosiny przyjmuję - przerwałam mu - ale nie pierdol mi tu o dumie. Jak widzę masz jej więcej od nich. Na tym polega honor, nie na niezauważaniu błędów. Zresztą... nie jestem już zła za te rozbiory. Koniec końców okazaliście się bandą tchórzy.
- Masz racje - westchnął. - Podziwiam cię. Ciebie, Felika, wszystkich Polaków. Najsilniejszy naród w Europie, który tyle razy próbowano wytępić - zaczęłam zastanawiać się, do czego zmierza. Nigdy wcześniej nie powiedział słowa dobrego na temat mojego państwa. - Ah. Feliks przyjechał. Nie płacz już, bo znowu mi przyjebie a z wami lepiej nie zadzierać - zaśmiał się idąc w stronę wyjścia.
- Generalnie jesteś totalnie popierdolony Prusy - westchnęłam.
czwartek, 4 lipca 2013
Rozdział 2
Na śniadanie zeszłam odrobinę zbyt późno. Zaspana, z rozczochranymi włosami i niedopiętym mundurze musiałam wyglądać jak totalna sierotka Marysia.
- Szybko ci się odechciało sukienek, Poluś - zaśmiał się mój przyjaciel gdy opadłam obok niego na krzesło.
- A czegoś się spodziewał? Że będę tak codziennie? - zapytałam zabierając mu szklankę z kawą którą trzymał w ręce. - Oj Licia, jesteś totalnie niemożliwy!
- Ja? To Gilbert będzie załamany... chociaż... nie dopięłaś bluzki, więc może aż tak źle nie będzie... i oddawaj kawę! - prychnął chcąc mi zabrać szklankę, ale ja zdążyłam już wypić jej zawartość więc zrezygnował z prób odzyskania naczynia.
- Co ma do tego Gilbert? - zapytałam zawstydzona, pośpiesznie zapinając bluzkę.
- Nie zapinaj tego - mruknął Toris z powrotem rozpinając mi guziki - jako twój najwierniejszy przyjaciel od 1385 będę z tobą szczery. Wiecznie chowasz swoje atuty, a masz cycki większe od Ukrainy!
- Nosz teraz to kochany przesadziłeś - prychnęłam zapinając guziki i odwracając się tak, żeby nie miał do nich dojścia.
- Nie przesadziłem! Gdybyś wcześniej się ogarnęła to by i rozbiorów nie było! Przecież myślisz, że czemu Rosja tak bardzo chciał cię pozbawić munduru? Bo nie wiedział jaką masz płeć! - mruknął a ja pizłam go z całej siły w łeb.
- Totalnie się już zamknij Litwo, ale to już - warknęłam.
- Ale Toris ma rację! - nie wiadomo skąd pojawił się Rosja. - Teraz to chociaż masz długie włosy, nie to co wcześniej.
- Czy to jest kurde totalnie jakaś zmowa przeciwko mnie?! - krzyknęłam na nich wściekła.
- A gdzie tam -do sali wszedł Prusy - żadna zmowa blondi.
- Taaa a generalnie co, palancie z kurczakiem we włosach? -warknęłam.
- Troska - odparł w tym samym momencie co Litwa i Rosja. Wymruczałam kilka przekleństw i zabrałam się za śniadanie.
- Nie obrażaj się - mruknął Licia zabierając mi miskę z płatkami. - A tak na marginesie, wet za kawę.
- Licia noooo - jęknęłam starając się odzyskać utracone jedzenie.
- Oddaj jej to - warknął Gilbert. Spojrzałam na niego zdziwiona, niezdolna wykrztusić chociaż słowo. - Bo ci urządzę drugi chrzest - dodał. Nie wiedziałam kogo bronić.
- Spokój chłopaki, bo zaraz nam się to drugi Grunwald zrobi. Hello, 1410 już totalnie minął! - zawołałam wyrywając Torisowi miskę.
- Ale Felicjo! Chciałem cię obronić - burknął Prusy. Spojrzałam na niego z politowaniem.
- Przed przyjacielem? Generalnie trzeba było o tym pomyśleć trochę wcześniej, podczas rozbiorów chociażby, a nie pomagać Rosji i Austrii - warknęłam zła i wyszłam z pomieszczenia głośno trzaskając drzwiami.
- Szybko ci się odechciało sukienek, Poluś - zaśmiał się mój przyjaciel gdy opadłam obok niego na krzesło.
- A czegoś się spodziewał? Że będę tak codziennie? - zapytałam zabierając mu szklankę z kawą którą trzymał w ręce. - Oj Licia, jesteś totalnie niemożliwy!
- Ja? To Gilbert będzie załamany... chociaż... nie dopięłaś bluzki, więc może aż tak źle nie będzie... i oddawaj kawę! - prychnął chcąc mi zabrać szklankę, ale ja zdążyłam już wypić jej zawartość więc zrezygnował z prób odzyskania naczynia.
- Co ma do tego Gilbert? - zapytałam zawstydzona, pośpiesznie zapinając bluzkę.
- Nie zapinaj tego - mruknął Toris z powrotem rozpinając mi guziki - jako twój najwierniejszy przyjaciel od 1385 będę z tobą szczery. Wiecznie chowasz swoje atuty, a masz cycki większe od Ukrainy!
- Nosz teraz to kochany przesadziłeś - prychnęłam zapinając guziki i odwracając się tak, żeby nie miał do nich dojścia.
- Nie przesadziłem! Gdybyś wcześniej się ogarnęła to by i rozbiorów nie było! Przecież myślisz, że czemu Rosja tak bardzo chciał cię pozbawić munduru? Bo nie wiedział jaką masz płeć! - mruknął a ja pizłam go z całej siły w łeb.
- Totalnie się już zamknij Litwo, ale to już - warknęłam.
- Ale Toris ma rację! - nie wiadomo skąd pojawił się Rosja. - Teraz to chociaż masz długie włosy, nie to co wcześniej.
- Czy to jest kurde totalnie jakaś zmowa przeciwko mnie?! - krzyknęłam na nich wściekła.
- A gdzie tam -do sali wszedł Prusy - żadna zmowa blondi.
- Taaa a generalnie co, palancie z kurczakiem we włosach? -warknęłam.
- Troska - odparł w tym samym momencie co Litwa i Rosja. Wymruczałam kilka przekleństw i zabrałam się za śniadanie.
- Nie obrażaj się - mruknął Licia zabierając mi miskę z płatkami. - A tak na marginesie, wet za kawę.
- Licia noooo - jęknęłam starając się odzyskać utracone jedzenie.
- Oddaj jej to - warknął Gilbert. Spojrzałam na niego zdziwiona, niezdolna wykrztusić chociaż słowo. - Bo ci urządzę drugi chrzest - dodał. Nie wiedziałam kogo bronić.
- Spokój chłopaki, bo zaraz nam się to drugi Grunwald zrobi. Hello, 1410 już totalnie minął! - zawołałam wyrywając Torisowi miskę.
- Ale Felicjo! Chciałem cię obronić - burknął Prusy. Spojrzałam na niego z politowaniem.
- Przed przyjacielem? Generalnie trzeba było o tym pomyśleć trochę wcześniej, podczas rozbiorów chociażby, a nie pomagać Rosji i Austrii - warknęłam zła i wyszłam z pomieszczenia głośno trzaskając drzwiami.
wtorek, 2 lipca 2013
Rozdział 1
- Nosz kur...- zaklęłam pod nosem niemal biegnąc po schodach. Co mi przyszło do głowy żeby jechać do Rosji POCIĄGIEM?! Moje były powolne, ale jego... totalnie nie powinnam ich komentować. Pośpiesznie poprawiłam jeszcze długie włosy i górę munduru, która zdążyła mi się przekrzywić. Nie żebym szczególnie przejmowała się wyglądam, ale to była konferencja międzynarodowa więc wypadało jako tako wyglądać.
- Polsko, spóźniłaś się - usłyszałam lodowaty głos Rosji, gdy tylko weszłam. Prychnęłam, ani nie chwile nie tracąc godności.
-Gdybyś od czasu do czasu zainwestował w odnowę sieci kolejowej tobym się nie spóźniła - skwitowałam siadając na swoim miejscu.
- Jechałaś pociągiem? Naprawdę? - zapytał nie mogąc powstrzymać śmiechu.
- Wolałam to niż kilkudniowe odprawy na granicy - warknęłam zła.
- Spokój! - wrzasnęła na nas Białoruś podirytowana. Zamknęłam oczy próbując się uspokoić.
- Wracając do zebrania... - zaczął Ivan.
- A psia kość to wasze zebranie - po sali rozległ się głos Prus siedzącego obok mnie. - Pierdolenie o Chopinie i tyle- dodał wstając. Nawet nie spoglądając w jego stronę, mocno szarpnęłam go za rękę sadzając na miejscu.
- Generalnie się zamknij, jeśli nie chcesz powtórki z poprzedniego zebrania. Rosjo, kontynuuj - warknęłam.
W jednej sprawie jednak Gilbert miał rację. Konferencja niczego nie dała. Nudne, bezsensowne gadanie.
Wieczorem przebrałam się w zwiewną różową sukienkę. Była to diametralna zmiana, bo na ogół robiłam z siebie totalną chłopczycę, wciąż żyjącą czasami wojny.
- Fela - usłyszałam za sobą głos Torisa. Odwróciłam się z uśmiechem po czym rzuciłam się mu w ramiona, żeby nie było niedomówień, po przyjacielsku. Od czasu unii w Krewie był dla mnie jak brat. - Cóż za entuzjazm - skomentował ze śmiechem.
- Totalnie - oparłam nie puszczając go. - Ej, to generalnie prawda, że Rosja i Białoruś planują ślub? - zapytałam odsuwając się do niego. Litwa kiwnął potwierdzająco głową.
- Ivan jest zakochany po uszy - zaśmiał się.
- Generalnie totalnie dziwne - mruknęłam idąc w stronę baru.
- No,no,no towarzyszka Polsza wreszcie wygląda jak dziewczyna - przywitał mnie Rosja w typowy dla siebie sposób.
- Weź mnie nawet nie wkurzaj, Rosjo. Bo zaraz ci tak totalnie po dziewczyńsku właduję kulkę w łeb.
- Oj no spokojnie... a może tak znowu się złączymy, co? Polsko, Litwo? - zaproponował sięgając po kieliszek.
- Pij, nie pierdol - westchnęłam odchodząc jak najdalej od niego.
- Pierwszy raz przyznam Ivanowi rację, Felicjo - przez myśl przeleciało mi pytanie 'kto tym razem?' ale to było oczywiste. Prusy. - Wyglądasz... - zaczął lecz się zaciął - eee no... dużo lepiej niż rano! - powiedział za co z całej siły pizłam go w łeb.
- Nie wiem czy to miał być komplement czy obelga, ale na mocy Polskiego prawa najpierw biję potem pytam o powód.
- Polsko, spóźniłaś się - usłyszałam lodowaty głos Rosji, gdy tylko weszłam. Prychnęłam, ani nie chwile nie tracąc godności.
-Gdybyś od czasu do czasu zainwestował w odnowę sieci kolejowej tobym się nie spóźniła - skwitowałam siadając na swoim miejscu.
- Jechałaś pociągiem? Naprawdę? - zapytał nie mogąc powstrzymać śmiechu.
- Wolałam to niż kilkudniowe odprawy na granicy - warknęłam zła.
- Spokój! - wrzasnęła na nas Białoruś podirytowana. Zamknęłam oczy próbując się uspokoić.
- Wracając do zebrania... - zaczął Ivan.
- A psia kość to wasze zebranie - po sali rozległ się głos Prus siedzącego obok mnie. - Pierdolenie o Chopinie i tyle- dodał wstając. Nawet nie spoglądając w jego stronę, mocno szarpnęłam go za rękę sadzając na miejscu.
- Generalnie się zamknij, jeśli nie chcesz powtórki z poprzedniego zebrania. Rosjo, kontynuuj - warknęłam.
W jednej sprawie jednak Gilbert miał rację. Konferencja niczego nie dała. Nudne, bezsensowne gadanie.
Wieczorem przebrałam się w zwiewną różową sukienkę. Była to diametralna zmiana, bo na ogół robiłam z siebie totalną chłopczycę, wciąż żyjącą czasami wojny.
- Fela - usłyszałam za sobą głos Torisa. Odwróciłam się z uśmiechem po czym rzuciłam się mu w ramiona, żeby nie było niedomówień, po przyjacielsku. Od czasu unii w Krewie był dla mnie jak brat. - Cóż za entuzjazm - skomentował ze śmiechem.
- Totalnie - oparłam nie puszczając go. - Ej, to generalnie prawda, że Rosja i Białoruś planują ślub? - zapytałam odsuwając się do niego. Litwa kiwnął potwierdzająco głową.
- Ivan jest zakochany po uszy - zaśmiał się.
- Generalnie totalnie dziwne - mruknęłam idąc w stronę baru.
- No,no,no towarzyszka Polsza wreszcie wygląda jak dziewczyna - przywitał mnie Rosja w typowy dla siebie sposób.
- Weź mnie nawet nie wkurzaj, Rosjo. Bo zaraz ci tak totalnie po dziewczyńsku właduję kulkę w łeb.
- Oj no spokojnie... a może tak znowu się złączymy, co? Polsko, Litwo? - zaproponował sięgając po kieliszek.
- Pij, nie pierdol - westchnęłam odchodząc jak najdalej od niego.
- Pierwszy raz przyznam Ivanowi rację, Felicjo - przez myśl przeleciało mi pytanie 'kto tym razem?' ale to było oczywiste. Prusy. - Wyglądasz... - zaczął lecz się zaciął - eee no... dużo lepiej niż rano! - powiedział za co z całej siły pizłam go w łeb.
- Nie wiem czy to miał być komplement czy obelga, ale na mocy Polskiego prawa najpierw biję potem pytam o powód.
Wstęp
Generalnie oto mój kolejny blog ( a miałam ich już multum, piszę od jakichś pięciu
lat ). Tym razem zaprezentuję fanfick anime Hetalia o... fem!Poland czyli Felicjanie Łukasiewicz. Na wstępie uprzedzę, że jestem przeciwna jakimkolwiek
yaoi/yuri. Nie spodziewajcie się po mnie również hentai. Będą sceny
erotyczne, ale ucinane w pewnym momencie ^J^
To chyba tyle... reszta wyjdzie w praniu. Proszę nie oczekiwać cudów a już tym bardziej genialnej interpunkcji. Idę co prawda już do pierwszej liceum, ale na biol-chem i do humana mam daleko ^^
To chyba tyle... reszta wyjdzie w praniu. Proszę nie oczekiwać cudów a już tym bardziej genialnej interpunkcji. Idę co prawda już do pierwszej liceum, ale na biol-chem i do humana mam daleko ^^
Subskrybuj:
Posty (Atom)